Modigliani, Amadeo
( 1884 - 1920 )zobacz obrazy >>>

Amadeo ModiglianiAmadeo przyszedł na świat we włosko-żydowskiej rodzinie Modiglianich w Livorno 12 lipca 1884
roku. Rodzice, którzy pobrali się w roku 1872 mieli już wtedy troje dzieci: dwunastoletniego Emanuele,
dziesięcioletnią Margheritę i sześcioletniego Umberto. Ojciec, Flaminio Modigliani był kupcem rodem z Rzymu, zaś
przodkowie matki, Eugenii Garsin, pochodzili z Marsylii i Tunezji. Narodziny Amadea przypadły na moment katastrofy
finansowej Modiglianich. Prowadzona przez Flaminia firma handlująca drzewem i węglem zbankrutowała, a kopalnie
srebra, jakie rodzina posiadała na Sardynii, zostały zamknięte. Komornik wybrał jednak niefortunny dla siebie
moment, by zająć mienie bankrutów: Eugenia zaczęła właśnie rodzić, a ponieważ prawo zakazywało zabierania
czegokolwiek z łóżka położnicy, schowano w nim co cenniejsze przedmioty. W to takim otoczeniu Amadeo ujrzał
świat.
Najmłodszego synka domownicy nazywali zdrobniale Dedo. Jego dzieciństwo wypełnione było
miłością, ale wcale niełatwe. W domu — najpierw przy via Roma, a później przy via Leonardo Cambini pod numerem 10
— panowały surowe, mieszczańskie obyczaje. „Pierwsze swoje lata Amadeo przeżył w ciężkiej, niewesołej atmosferze
gorączkowej pracy i wyrzeczeń" — zanotowała w dzienniku jego matka. Kłopoty materialne rodziny i stałą prawie
nieobecność podróżującego w interesach ojca sprawiały, ze chłopiec nie był do końca szczęśliwy.
Lecz największym problemem Amadea było słabe zdrowie. Jako jedenastolatek przeszedł bardzo poważne zapalenie
opłucnej. Trzy lata później, w roku 1898, gdy miał rozpocząć naukę w liceum, ciężko zachorował na tyfus, po którym
przyszły powikłania płucne. Przez wiele tygodni walczył ze śmiercią. Odkrył jednak w tym czasie malarstwo i ubłagał
matkę, by pozwoliła mu pobierać lekcje rysunku.
W czasie długiej choroby Eugenia przyrzekła synowi, że będzie mógł przerwać naukę i poświęcić się całkowicie swej
wielkiej pasji, powołaniu artystycznemu. Napisała w dzienniku: „Dedo zrezygnował ze szkoły i tylko maluje, ale robi
to całymi dniami, codziennie, z niesłabnącym zapałem, który zdumiewa mnie i zachwyca”.
Od sierpnia 1898, młody Modigliani zaczął gorliwie uczęszczać do pracowni Guglielma Micheli, jednej z nielicznych w Livorno. Była to wielka sala w willi Baciocchi, przy via delle Siepi. Po dwóch latach realizowania martwych natur i portretów Amadeo wyniósł stamtąd podstawowe umiejętności warsztatowe konwencjonalnego malarstwa. Uczniów było mniej niż dziesięciu. Czasami wymykali się z pracowni. by malować w plenerze, albo zbierali się u któregoś z nich, by wprawiać się w rysowaniu aktu.
We wrześniu 1900 roku Modigliani ponownie zachorował: dostał gwałtownego krwotoku płucnego. Lekarze stracili wszelką nadzieję, jednak mimo pesymistycznych prognoz matka Amadea walczyła o życie syna. Zawiozła go na południe Włoch, gdzie podczas długiej rekonwalescencji Amadeo z wolna wracał do zdrowia. Zimę spędził w łagodnym klimacie Neapolu, Amalfi i Capri. W kwietniu 1901 udał się do Rzymu, potem do Wenecji. Nie mógł pracować, za to wszędzie nadzwyczaj pilnie zwiedzał muzea. Podróż tę zafundował mu wuj, Amedee Garsin z Marsylii, którego interesy szły świetnie.
Zdrowy już Amadeo, zapisał się 7 maja roku 1902 we Florencji, do Szkoły Aktu (Scuola libera di
Nudo) kierowanej przez Giovanniego Fattori. Siedemdziesięcioletni mistrz, który niegdyś uczył też Guglielmo
Micheliego, prowadził kursy w opuszczonej, źle ogrzewanej stodole. Modigliani zawiedziony jego nauczaniem po kilku
miesiącach wyjechał do Wenecji.
19 marca 1903 wstąpił do Szkoły Aktu przy weneckim Instytucie Sztuk Pięknych. Niezbyt chętnie uczęszczał jednak na
wykłady; wolał rysować w kawiarni lub na ulicy.
W Wenecji po raz pierwszy spotkał się też z takimi uciechami życia jak narkotyki i alkohol, co niewątpliwie
nadszarpnęło jego i tak wątłe zdrowie
Zamieszkał w dzielnicy San Barnaba i tam intensywnie pracował; studiował też dzieła Belliniego (ok. 1433-1516), Carpaccia (ok. 146O-ok. 1525) oraz kilku malarzy sienneńskich. Dzięki szczodrości wuja Garsin, dziewiętnastoletni artysta żył raczej dostatnio i mógł bez reszty poświęcić się sztuce. Gdy wuj umarł na początku 1905 roku, Modigliani postanowił zasadniczo odmienić swe życie: zaplanował wyjazd do Francji.
Z początkiem roku 1906 Modigliani zdecydował się osiąść w Paryżu. Wiele już umiał. Miał
dwadzieścia dwa lata i jak wielu innych europejskich artystów pragnął poznać fascynujące centrum artystyczne i
umysłowe, jakim była wówczas stolica Francji.
Zaraz po przyjeździe zapisał się do Academie Colarossi przy ulicy de la Grande-Chaumiere 10. Przez kilka tygodni
mieszkał w hotelu blisko kościoła Madeleine, wnet jednak okazało się to zbyt drogie. Przeniósł się więc na
Montmartre, w pobliże Bateau-Lavoir, do małej pracowni przy ulicy Caulaincourt. Po kilku miesiącach musiał ją
jednak opuścić, gdyż budynek przeznaczony był do rozbiórki. Wynajął wówczas ceglaną szopę przy placu Jean-Baptiste
Clement, wciąż na wzgórzu Montmartre.
Modigliani, charakterystyczna postać w sztruksowej kurtce, czerwonym szaliku wokół szyi i
kapeluszu z szerokim rondem, był znanym bywalcem okolicznych barów i knajpek. Spotykał tam artystyczną awangardę,
między innymi Pabla Picassa (1881-1973), Keesa van Dongena (1877-1968), Juana Grisa (1887-1927) czy Diega Riverę
(1886-1957), oraz pisarzy jak Andre Salmon (1881-1969), Guillaume Apollinaire (1880-1918) i Maxa Jacoba
(1876-1944).
W początkowym okresie brak mu jeszcze było własnego stylu i lekkości warsztatowej; jego prace oscylowały pomiędzy
ekspresjonizmem, fowizmem i naśladownictwem Toulouse-Lautreca (1864-1901). Z czasem jednak młody artysta zaczął
nabierać pewności siebie.
Jesienią 1907 roku Amadeo zawarł pierwszą znajomość z wielbicielem swojego talentu, doktorem Paulem Alexandre. Na spółkę z bratem Jeanem doktor wynajął na wpół zrujnowany budynek przy ulicy Delta 7, który oddał do dyspozycji zaprzyjaźnionych artystów. Pomagał im w miarę możliwości, choć nie był człowiekiem bogatym. Modigliani nie mieszkał wprawdzie w tym domu, ale codziennie tam pracował. Doktorowi Alexandre udało się go przekonać, by wysłał swoje prace na Salon Niezależnych Artystów i w marcu 1908 Modigliani wystawił tam 6 obrazów. Paul Alexandre poznał też Amadea z rumuńskim rzeźbiarzem Constantinem Brancusim (1876-1957).
We wrześniu 1909 Modigliani przeniósł się z Montmartru do Cite Falguiere w XIV dzielnicy
Paryża, gdzie Brancusi, z którym się zaprzyjaźnił, znalazł mu pracownię. Nie przestawał malować, ale większość
czasu poświęcał nowej pasji — rzeźbie, która jego zdaniem wzbogacała doświadczenie malarskie. Nie ulega
wątpliwości, że to Brancusi, sąsiad i przyjaciel, skierował go na tę drogę.
Amadeo pragnął pokazywać swoje dzieła. Wystawił siedem rzeźb i gwasze na prywatnej ekspozycji, otwartej 4 marca
1911 w pracowni zaprzyjaźnionego malarza portugalskiego, Amadea de Souza Cardoso (1887-1918) przy ulicy du
Colonel-Combes. W wystawie uczestniczył również Brancusi.
Już w następnym, 1912 roku Modigliani zdobył uznanie jako rzeźbiarz na X Salonie Jesiennym, gdzie przedstawił
siedem prac.
Często się jednak zdarzało się, że Modigliani nie kończył swych rzeźb. Nie wiadomo, czy przypisać to kłopotom
finansowym (kamień jest drogi), czy słabemu zdrowiu (chore płuca nie lubią pyłu), czy może wątpliwościom
artystycznym. „Powoli obumiera w nim rzeźbiarz" — mówił Rosjanin Ossip Zadkine (1890-1967), sąsiad Amadea z Cite
Falguiere. Modigliani był wyczerpany pracą i bez środków do życia, wyjechał więc na wypoczynek do domu rodzinnego w
Livorno.
Po powrocie do Paryża znowu zaczął malować. Wykonywał głównie portrety na zamówienie —
pospiesznie, podczas jednego seansu. Wykorzystywał w malarstwie swe doświadczenia rzeźbiarskie; dzięki nim potrafił
szybko, od ręki, oddać doskonałym rysunkiem kształt bryły twarzy. Przez Maxa Jacoba poznał w 1914 Paula Guillaume,
kolekcjonera i marszanda, który w roku 1932 w liście do przyjaciela napisał:
„W 1914, przez cały rok 1915 i częściowo 1916 ja jedyny kupowałem Modiglianiego. Zborowski zajął się nim dopiero w
1917. Modiglianiego przedstawił mi Max Jacob. [Amadeo] żył w tym czasie z Beatrice Hastings, pracował w jej
atelier, lub u malarza Havilanda, albo też w pracowni, którą dla niego wynająłem pod numerem 3 przy ulicy Ravignan,
czy wreszcie w małym domku na Montmartrze, gdzie mieszkał z Beatrice Hastings i gdzie namalował mój portret".
Burzliwy związek Amadea z angielską dziennikarką i poetką Beatrice Hastings trwał dwa lata. Rozstali się w
roku1916, gdy zdrowie artysty znacznie się pogorszyło. W tym pełnym napięć okresie Modigliani spotkał polskiego
poetę Leopolda Zborowskiego, który stał się jego wiernym przyjacielem, opiekunem i wyłącznym marszandem. Zborowski
oddał do jego dyspozycji największy pokój w swoim mieszkaniu przy ulicy Joseph Bara nr 3 i dofinansowywał
piętnastoma frankami dziennie.
W kwietniu 1917, na zabawie karnawałowej, Amadeo poznał Jeanne Hebuterne, dziewiętnastoletnią studentkę Academie Colarossi i zakochał się bez pamięci. Zborowski pomagał im urządzić się przy ulicy de la Grande-Chaumiere 8 i zorganizował Modiglianiemu pierwszą indywidualną wystawę: 32 płótna zawisły w galerii Berthe Weill. W dniu wernisażu (3 grudnia), policja zajęła kilka aktów jako „nieobyczajne". Nie udało się też sprzedać ani jednego obrazu.
Stan zdrowia Amadea zaczął się pogarszać a w marcu 1918 Jeanne stwierdziła, że jest w ciąży.
Dzięki pomocy Zborowskich zakochani mogli wyjechać na południe Francji.
29. listopada w Nicei przyszła na świat dziewczynka, której dano na imię Jeanne. Modigliani przedłużyli pobyt na
południu aż do końca maja 1919.
31 maja Modigliani wrócił do Paryża, do swej pracowni przy rue de la Grande-Chaumiere. Jeanne, która znów była w
ciąży, przyjechała 14 czerwca. Amadeo malował w tym czasie najpiękniejsze portrety osób mu bliskich: Zborowskiego,
jego żony Hanki Zborowskiej, Luni Czechowskiej, Jeanne i jedyny w jego twórczości autoportret.
Czuł się jednak coraz gorzej. Zaczął pluć krwią. Okazało się, że cierpiał na gruźlicze
zapalenie opon mózgowych. Został umieszczony w szpitalu de la Charite, ale nie było już dla niego nadziei.
Zmarł w sobotę, 24. stycznia 1920 roku; miał zaledwie trzydzieści sześć lat.








