Google
 
Web malarstwo.awardspace.info

Boznańska, Olga

( 1865 - 1940 )

zobacz obrazy >>>

Boznanska Olga
Olga Boznanska - autoportret
Olga urodziła się jako starsza z dwu córek państwa Boznańskich. Rodzice byli obywatelami Miasta Krakowa, posiadali kamienicę przy ulicy Wolskie) 21 (dzisiaj Piłsudskiego). Olga była późnym dzieckiem. Gdy przyszła na świat 15 kwietnia 1865 roku matka skończyła już trzydzieści lat. Pani Mondant-Boznańska rysowała i zależało jej by córki również miały styczność ze sztuką. Olga wprawiała się więc w rysunku od najmłodszych lat. Młodsza o dwa lata Izabela wykazywała zaś zdolności muzyczne. Obie zatem, z pełną aprobatą rodziców, miały się w przyszłości kształcić w wybranych przez siebie.

Pierwszymi krakowskimi nauczycielami Olgi byli Kazimierz Pochwalski i Józef Siedlecki. Mowy nie było o studiach w Szkole Sztuk Pięknych, gdzie pod żadnym pozorem nie przyjmowano kobiet. Dziewiętnastoletnia panna Boznańska uczęszczała zatem na kursy im. A. Baranieckiego, gdzie otrzymała solidne podstawy warsztatowe, a przede wszystkim korzystała z fascynujących wykładów Konstantego M. Górskiego. Było oczywiste, że Olga wykazuje nieprzeciętny talent i powinna kontynuować naukę poza Krakowem. Wybór padł na Monachium, które jest nie tylko bliższe geograficznie, ale też — w opinii ojca - bezpieczniejsze moralnie od Paryża. Istotnym argumentem przemawiającym za Monachium był też fakt, ze istniała tam prawdziwa kolonia polskich artystów, znajomych ojca, którym można było powierzyć opiekę nad Olgą. W tym okresie Monachium było kulturalną stolicą Niemiec, choć w porównaniu z Paryżem było miastem prowincjonalnym. Często jednak prowincjonalne ośrodki nie dając światu rewolucyjnych odkryć zapewniają przyzwoitą „średnią". Tak było też z Monachium, gdzie np. Courbet (1819-1877) doceniony został wcześniej niż w rodzimej Francji, a pod koniec lat osiemdziesiątych galerie wystawiały obrazy nowatorskich Francuzów, m.in. impresjonistów.

Boznańska mając 21 lat w październiku 1SS0 roku rozpoczęła studia w Monachium. Jako kobieta nie miała prawa wstępu do Akademii Sztuk Pięknych w lecz kształciła się pod kierunkiem Karola Kricheldorla, lichego malarza ale niezłego nauczyciela. Mieszkała na pensji. Miała mnóstwo znajomych: Polaków, Niemców, Amerykanów. Młoda adeptka malarstwa swobodnie posługiwała się kilkoma językami. Listy do matki pisała zawsze po francusku, do ojca po polsku a do siostry po angielsku.

Zadziwiała jej dojrzałość. Na fotografiach wyglądała na znacznie starszą niż była. Miała zdecydowane poglądy na sztukę, krytycznie osądzała twórczość swego nauczyciela, poddawała się wskazówkom tylko wtedy, gdy odpowiadały one jej własnym poszukiwaniom artystycznym. Dużo kopiowała wielkich mistrzów korzystając z monachijskiej Pinakoteki, będącej jednym z przedniejszych europejskich muzeów.

Wkrótce powstały jej pierwsze, całkowicie dojrzałe arcydzieła: Imieniny babuni, gdzie Boznańska próbowała zastąpić częściowo perspektywę działaniem koloru oraz Ze spaceru, malowane w pewnym nawiązaniu do Whistlera (1834-1903) i jego koncepcji poszukiwania bogactwa odcieni w ramach jednego czy dwu kolorów. Wszyscy zdawali sobie sprawę, ze uczennica przerosła swych nauczycieli (w 1888 roku miejsce Kricheldorfa zajmuje na krótko Wilhelm Dürr). Boznańska usamodzielniła się. Zaczęła wystawiać swe prace poza Monachium: w Warszawie, Berlinie i Wiedniu. Podróżowała, zazwyczaj w celach artystycznych. Jeździła do Wiednia gdzie w galerii cesarskiej kontemplowała z zachwytem obrazy Velazqueza. Na pewien czas udała się do Berlina, potem z siostrą, do Szwajcarii, dwukrotnie wyjeżdżała do Paryża i naturalnie wiele razy do Krakowa, gdzie jej malarstwa nie traktowano jednak poważnie. Dopiero gdy w roku 1894 za Portret malarza Pawła Nauena otrzymała z rąk arcyksięcia Karola Ludwika w Wiedniu złoty medal i za Portret miss Mary Breme wyróżnienie w Londynie, krakowski autorytet prof. Henryk Rodaków (1823-1894) napisał do niej list gratulacyjny, a dwa lata później Julian Fałat (1853-1929) zaproponował jej objęcie profesury w Szkole Sztuk Pięknych, której dziesięć lat wcześniej nie mogła zostać studentką. Boznańska nie chciała jednak opuścić Monachium, gdzie „ludzie są weseli, (...) nie myślą o smutkach (...). Nic ich nie przeraża, interesują się wszystkim, malarstwem, muzyką nawet gdy są handlarzami...". Jej zdaniem w Krakowie „należy zawsze być smutnym i zatroskanym", a w Monachium „wszystkie panie (...) są energiczne." . „Wydaje mi się zawsze, że jestem jak bojaźliwe dziecko między nimi..."

Gdy w 1896 roku jury Societe des Beaux-Arts przyjęło na wystawę jej obrazy była szczęśliwa, jak nigdy w życiu. Wydawało jej się, że osiągnęła sukces największy z możliwych. Na szczęście myliła się. Czekało ją jeszcze wiele artystycznych satysfakcji. Miała dopiero 31 lat, do których zresztą wcale się nie przyznawała, konsekwentnie przesuwając datę swego urodzenia o pięć lat.

Olga miała kilku adoratorów. Victor von Back, bardzo zamożny Wiedeńczyk, w nadziei na małżeństwo przyjął nawet chrzest w Krakowie, ale artystka była od dawna zaręczona z Józefem Czajkowskim, malarzem. Ojciec tęsknił za córką. Namawiał ją do powrotu do Krakowa, gdzie zresztą sprowadził się już Czajkowski. Daremnie. Olga obawiała się letargicznej atmosfery Krakowa. Odwiedzała rodzinne miasto z przyjemnością, ale na krótko. W jednym z listów ta dorosła i niezależna artystycznie kobieta wzruszająco prosi ojca: „Tatusiu złoty, czy mi Tatuś pozwoli jeździć konno w Krakowie?" Ale jej największym marzeniem jest Paryż. W 1896 roku na paryski Salon Societe des Beaux-Arts przyjęło dwa jej obrazy (pastel i Portret miss Mary Breme)a dwa lata później Olga przeniosła się do Paryża. Wraz z francuskim kuzynem, grafikiem Danielem Mordant przygotowali sporą wystawę w paryskiej galerii G. Thomasa, gdzie Boznańska zaprezentowała 24 obrazy. Ojciec był poważnie zaniepokojony brakiem widoków na stabilizację materialną Olgi. Regularnie łożył na jej utrzymanie i przygotowywał dla obu córek mały kapitał na wypadek swej śmierci, ale zdawał sobie sprawę z całkowitej bezradności Olgi w sprawach praktycznych. Martwił się, gdyż ta „wygląda jak trup (...) zabija się herbatą, papierosami i niejedzeniem." Za to dużo pracowała. Wystawiała w Krakowie, Monachium, Berlinie i Paryżu. Rok 1900 przyniósł jej złoty medal w Londynie i wyróżnienie na Wystawie Światowej w Paryżu. Kariera artystyczna stała przed nią otworem. Wszak miała tylko 35 lat.

Józef Czajkowski wycofał się z obietnicy małżeństwa. Gdy Olga przeczytała list musiała uświadomić sobie, ze ma „aż" 35 lat, nawet jeśli stale podtrzymywała wersję, iż urodziła się 5 lat później niż opiewa metryka. Nie była to epoka przyjazna dla starzejących się panien. Boznańska cierpiała. Czas stanął dla niej w miejscu. Do końca życia, czyli przez 40 nadchodzących lat ubierać się miała wedle mody roku 1900. Skoncentrowała się całkowicie na pracy. Rozjaśniła paletę, coraz częściej rezygnowała też z malowania na płótnie na rzecz lekko zagruntowanej tektury. Uzyskiwała w ten sposób matowość, która pozwalała na wyrafinowane efekty kolorystyczne bez konieczności poszerzania gamy barw. Jej ukochanym kolorem stał się niepozorny, wydawałoby się wręcz „bezbarwny" — szary. Całe życie będzie zgłębiała tajemnicę szarości i znajdzie w niej niesłychane bogactwo odcieni i tonów: zimnych i ciepłych, zgrzebnych i wytwornych, wyciszonych i ekspansywnych. Artystka uczestniczyła w wielu wystawach, odwiedzała wystawy innych, lecz jedynym miejscem, gdzie czuła się u siebie była jej własna pracownia.

Paryż szybko docenił jej talent. Po raz pierwszy w 1901 roku, a potem w 1904 rząd francuski kupił do państwowych kolekcji jej obrazy. (Bretonkę i Portret panny Dygat). Taki dowód uznania musiał dawać Boznańskiej satysfakcję zawodową, a jednak zwierzyła się przyjaciółce: „chciałabym chwilami być szczęśliwą, jakby zelektryzowaną czymś, mieć wiele radości (...) uważam, że samo takie pragnienie jest już poniekąd szczęściem..." Z rezygnacją obserwowała, jak powoli zamieszkuje w niej depresja.

W 1906 roku umarł ojciec Bozańskiej, a siostra Iza zaczęła zdradzać oznaki choroby psychicznej. Boznańska wytrwale pracowała, tym bardziej, ze zaczęła być sławna i dostawała sporo zamówień na portrety. Miała też coraz więcej recenzji we francuskie| prasie codziennej i specjalistycznej. Większość przychylnych, a niektóre wręcz entuzjastyczne. („Uczta dla oczu, uczta dla umysłu."). Wielokrotnie z szacunkiem o jej twórczości wypowiadali się dwaj znani krytycy Roger Marx i Louis Vauxcelles. Podkreślali oni głębię psychologiczną, wyczucie koloru i subtelność harmonii barwnych. Oczywiście zdarzały się też opinie niechętne. Zarzucało się jej monotonię oraz to, że jej szare w tonie obrazy sprawiają wrażenie „pokrytych pajęczyną". A jednak kronikarz „La Nouvelle Revue” nie omieszkał zanotować, że cesarzowa Eugenia zwiedzając Salon zatrzymała się długą chwilę przed portretem pędzla Boznańsktej. Natomiast artystka zachowywała w stosunku do wszystkich recenzji pewien dystans.

Następne lata przyniosły kolejne wystawy i kolejne wyróżnienia, zaś jej sława rosła. W 1914 roku warszawska Szkoła Sztuk Pięknych zaproponowała jej stanowisko profesora. Boznańska na ogół niezbyt interesowała się światem zewnętrznym, lecz wojna, która wybucha w 1914 roku niosła z sobą tyle cierpień, że nie pozostawiła jej obojętną.

Po wojnie jej sława powoli bledła. Zaczęło się rodzić tyle nowych kierunków; świat a wraz z nim sztuka stawały się głośne, brutalne, mocne. Tymczasem malarstwo Boznańskiej ewoluowało w dokładnie przeciwna stronę: koncentrowała się w sobie, wyciszała i całkiem rezygnowała z szybkiego efektu. Chociaż dalej nie brakowało jej dowodów uznania — recenzji i zamówień było coraz mniej. Głównym źródłem utrzymania stał się czynsz z krakowskiej kamienicy, którą w spadku zostawił jej ojciec. W dodatku Olga nie potrafiła nikomu odmówić pomocy.

Olga zaczęła też chorować. Niewątpliwie miała sklerozę, ale cierpiała też na egzemę twarzy, która powodowała bóle oczu. Do kraju nie chciała wrócić, ale też za nic nie chciała obywatelstwa francuskiego. Po samobójczej śmierci siostry, w 1934 roku, coraz bardziej zaczęła pogrążać się w świecie wyimaginowanym i pełnym udręk. „Jest w pani Oldze Boznańskiej tyle bólu, tyle cierpienia, tyle smutku, jest życiem już tak wyczerpana, (...) jest taką autokratką, że nie wiadomo zupełnie jak jej pomóc" — relacjonował opiekujący się nią radca Ambasady Polskiej Jan Szymański. Z tego samego źródła wiemy, iż Boznańska do końca pracowała i jedynie przy sztalugach odzyskiwała siły i pogodę ducha. Na pewien czas podreperowała budżet artystki polska nagroda państwowa przyznana w 1934 roku. Potem powstał w kraju Komitet Pomocy Oldze Boznańskiej a MSZ i warszawskie Muzeum Narodowe kupowały jej obrazy.

Jej ostatnim wielkim sukcesem stał się udział w weneckim Biennale, gdzie sprzedała pięć obrazów, w tym Portret pani Dygatowej, który kupił król włoski. Olga Boznańska zmarła w Paryżu 26. października 1940 roku.

Galeria obrazów na stronie: Olga Boznańska

do góry
Więcej obrazów